W niedziele miałem do wyboru albo:
- siedzieć cały dzień przy fotach ślubnych z soboty
- pojechać do Gryfina pomóc Mariuszowi S. przy sesji.
Kolegom w potrzebie się nie odmawia więc wybór był prosty. Przez większość czasu trzymałem statyw, żeby się nie przewrócił ale czasem jakąś fotkę strzeliłem.

Sam też stałem się celem. Fot. Mariusz S.